Rzecz o marzeniach i bezpieczeństwie…

Rozmawiałem ostatnio z pewną miłą blogującą… Rozmawialiśmy o marzeniach. Rzecz niejako pospolita ale zupełnie obca w momentach gdy księżyc i słońce chowają się za chmurami.
Padło pytanie – jakie mam marzenie?
Początkowo chiałem zpaytać czy tylko jedno, ale po chwili refleksji okazało się ze jednak jedno… Chcę czuć się bezpiecznie.
Oryginalne prawda? Mężczyzna który chce się czuć bezpiecznie. Podobno to mężczyzna ma zapewnić Kobiecie bezpieczeństwo. To prawda i staram sie robić wszystko by ONA czuła się bezpiecznie.
Czy ja się czuje?
Nie…
Co potrzeba by mężczyzna czuł się bezpiecznie?
Mężczyzna chce wiedzieć że jest tym jedynym wyjątkowym wśród otaczającym ją innych, kolegów, znajomych, wspólpracowników. Chce wiedzieć że jest dla Niej wyjątkowy. Chce wiedzieć że jest kochany…
Chce czuć ciepło Jej ciała przy swoim, dotyk, spojrzenie, smak ust zamiast nadstawianego na pożegnanie policzka.
Chce czuć Ją w miłosnym uniesieniu.
Chce czuć czasem dotyk Jej dloni przez sen, zapach włosów przy twarzy.
Chce widzieć Jej uśmiech taki tylko dla niego i blask oczu gdy do Niej mówi…
Wszystko inne staje się nieważne i do pokonania, wszelkie przeciwności, błędy, problemy, kłótnie.
Liczy się tylko ONA i bezpieczeństwo które daje, by miec siłę żeby i Jej dać…

Teraz…

Wiem jakie błędy popełniłem i wiem dlaczego.
Co pewien czas Żona waliła głową w mój mur a ja nie potrafiłem, wyjść zza niego. Było dobrze – tak zwyczajnie dobrze, byliśmy razem mogliśmy liczyć na siebie ale czasem gdzieś zamierałem nie potrafiąc dać więcej. Dziś wiem dokładnie co Ona czuje.
Czuję to samo. Niby nic się nie zmieniło a we mnie tkwi strach.
Znam go bardzo dobrze, zawsze znikał na jakiś czas gdy mogłem ją objąć, przytulić, gdy usłyszałem że mnie kocha. Sam często jej to mówiłem, dla mnie była najważniejsza na świecie.
Teraz jest dokładnie tak samo – jest kimś najwspanialszym i najważniejszym na świecie. Tylko wlazł we mnie ten strach i boje się że ją stracę – nie że się rozstaniemy, tylko że będę jej obojętny. Zastanawiam się jaki list napisałbym do niej. Gdy nie byliśmy małżeństwem wysyłaliśmy do siebie tonę listów. Teraz pewnie nawet nie chciałaby przeczytać.
Jestem głupcem i przestrzegam Was przed podobnymi zachowaniami.
Powtarzajcie że kochacie, mówcie swoim ukochanym jak bardzo, że mogą na Was liczyć, że we wszystkim im pomożecie, zwierzajcie się, słuchajcie, obejmujcie, przytulajcie i całujcie. Złośćcie się bo to normalne, ale wybaczajcie sobie i mówcie że to nic nie zmienia, rozmawiajcie, wzmacniajcie ich we wszystkim co robią.
Ja będe próbował walczyć o to co z własnej głupoty, niedojrzałości i ułomności, nie ze złej woli, straciłem.
Modlę się za Was a Wy módlcie się za mnie.

Teraz…

Jestem winny.
Za późno zdałem sobie z tego sprawę, niestety.
Jestem winny zaniedbań i nie mam usprawiedliwienia. Bo nie może być usprawiedliwieniem fakt że nie chciałem by tak to się rozwinęło.
Niby byłem, niby słuchałem mówiłem że kocham, naprawdę kochałem i kocham. Tylko nie potrafiłem dobrze tego pokazać, uczyłem się. Uczę się, tyle że jest już chyba za późno.
Chowałem się w skorupie bo się zwyczajnie bałem. Zwyczajnie bałem się że coś zrobię nie tak. I ze strachu to robiłem. Wycofywałem się udawałem że nie umiem, że nie wiem co się dzieje. A wiedziałem, wiedziałem że się boję.
Patrzyłem jak w mojej rodzinie rozpadają się małżeństwa, jak umierają uczucia i tak strasznie się bałem, że zacząłem powielać schematy.
Tak bardzo ją kocham i boje się że to nie ma żadnego znaczenia. Boje się że mój strach zabił to co powinno być najpiękniejsze w małżeństwie. Uwielbiam nasze dzieci, chciałbym mieć jeszcze jedno, ale już za późno.
Czemu nikt nie nauczył mnie jak kochać, jak rozmawiać, jak okazać uczucia. Dlaczego nie byłoby nikogo kto by mi to wszystko odkrył i jak miałem samemu się tego nauczyć.
Chciałbym uwolnić się z tego strachu i ujrzeć znów TO w jej oczach, usłyszeć że mnie kocha. Byłbym szczęśliwy.
Uwielbiam patrzeć jak zasypia, jak śpi, chciałbym ją objąć, tak zwyczajnie i przytulić. Zasypiamy obok siebie, nie razem… Dobranoc.

Teraz…

Wtapiam się w objęcia muzyki, czasem wydaje i się że tylko w niej mam odrobinę zrozumienia i współodczuwania. Wydaje mi się że jest niczym kołyska, uspakaja, wycisza, zobojętnia…

Somniferous whisperings of scarlet fields
Sleep calling me and my dreams are wondrous
My reality abandoned (I traverse afar)
Not a care if I never wake

Kiedyś…

Płyną ciche, srebrne łzy
i fioletów płynie żal
w nieskończoną ciemną dal -
pachną zwiędłe bzy -
to Ty, duszo? Ty!

W chmurach leci czarny ptak,
niesie w szponach krwawy plon -
- Czy to z Twoich dumnych łon
- wyrwany ten znak?
Tak, ma duszo, tak.
- Tyś mię zaklął w tęczy snów
- do tych szarych zimnych mglic -
- co masz mówić – prędko mów -
- łzy Ci płyną z lic -

Nic, ma duszo, nic.

T. Miciński

…Teraz…

Sen nie przychodzi, od pewnego czasu jakoś nie chce się pojawić i każdy wieczór to walka… głowa pełna myśli, serce wali i po co to wszystko? Mały krążek na sen, nie przynosi poprawy, podobno ma uspakajać a denerwuję się coraz bardziej…
Kolejnego wieczoru to samo tylko krążki dwa, może za duży jestem na jeden. Myśli biegają wokół Niej i tego gdzie i z kim jest. Jakoś duszno tego wieczoru… Nie mam wpływu, nie wiem czy miałem na wiele rzeczy, wszystko wraca do nas…

Kolejny wieczór i zastanawianie się czy trzy no powiedzmy cztery małe kółeczka to nie za dużo, opakowanie szeleści w dłoni. Nie wiem, nie wiem nawet czy mnie to obchodzi, nie wiem czy to obchodzi kogokolwiek…
Co za różnica… dobranoc.

Niejaka nominacja

Ponieważ niegrzecznie jest nie odpowiedzieć, pozwolę sobie odnieść się do pytań które „wieczna opiekunka” mi zadała podczas nominowania do Liebster Blog Award. Sam nie bardzo wiem kogo nominować przyznaję więc, nic na siłę… Tym bardziej że koleżanki nominować nie mogę a naprawdę warto.

1. Co cie skłoniło do napisania pierwszej notki na blogu?

Zwykłą chęć wygadania się. Można oczyścić się nieco z tego wszystkiego co człowiekowi gra w duszy. Ułożone słowa sprawiają że nie jest już tak strasznie jak było…

2. Czy zmieniło się coś w twoim życiu pod wpływem bloga?

Nie, nic się nie zmieniło, to chyba byłoby zbyt proste.

3. Najciekawsza książka przeczytana przez ciebie to?

Całe mnóstwo do wymienienia, Glukhowski i jego METRO 2033 wraz z kontynuacją i całym uniwersum, Diakow – z trylogią z tegoż świata. Oczywiście Sapkowski Wiedźmin ale i Trylogia Husycka
Poezja Micińskiego, Ujejskiego.

4. Ludzi jakich zawodów szanujesz najbardziej?

Czy można szanować kogoś mniej lub bardziej ze względu na zawód który wykonuje? Najważniejsza jest osoba i to co sobą reprezentuje, wydaje się oczywiście że, od charakteru zależą pewne predyspozycje zawodowe, chęć poświęcenia innym etc

5. Jacy ludzie budzą twój podziw?

Ci którzy potrafią oddawać siebie innym, poświęcać się i potrafić wybaczać, nazwijmy to realizacją biblijnych wzorców.

6. Co sadzisz na temat mojego bloga?

Twój blog to prawdziwa krew i mięso, to samo życie, widziane oczami kogoś wrażliwego na to co go otacza, nie zagub się w tym, niech smutek nie zniszczy tego w Tobie.

7. Czy jest coś co zmieniłbyś w swoim życiu?

Za dużo rzeczy do zmiany, za mało czasu i możliwości, ale nie wiem czy zdecydowałbym się związać z kimś na zawsze, bo w moim przypadku chyba tylko schrzaniłem komuś życie.

8. Największy życiowy błąd to?

Patrz wyżej…

9. Co według ciebie znaczy POMAGAĆ ?

Pomagać to potrafić znaleźć z kimś wspólne rozwiązanie, nie wyręczać kogoś, ale wzmacniać. To cierpliwie znosić cudze ułomności i uzupełniać je swoimi talentami, umiejętnościami, wiedzą. To rezygnacja z części siebie, by skupić się na tej drugiej istocie. To wreszcie umieć słuchać i umieć mówić o sprawach trudnych, przykrych.

10. Jakiego rodzaju blogi najczęściej czytasz?

O życiu codziennym o tym co nas boli i co nas wzmacnia.

11. Blog, który śledzisz regularnie to..?

Oczywiście http://uposledzona.blogujaca.pl

Teraz…

Zastanawialiście się czasem, ile jest w stanie znieść człowiek?
Nie w sensie fizycznego zmęczenia tylko wewnętrznej pustki.
Przychodzicie z pracy gdzie robiliście to co kochacie, najlepiej jak potraficie, do domu i zastanawiacie się ile jeszcze jesteście w stanie wytrzymać, jak bardzo macie dość…
Czasem wracam do domu i nie chcę nikogo widzieć, z nikim rozmawiać, najchętniej zaszyłbym się na jakimś odludziu i odpoczął od bliźnich.
Do tego w domu nie chcecie opowiadać żeby nie obciążać bliskich. Paradoks – zamykacie się w sobie odpychając ich, znaczy oni tak to odczuwają. Nie raz, nie dwa ale wielokrotnie, przez długi czas, aż w pewnym momencie jest za późno, dostrzegacie że stajecie się sobie obcy. Niby żyjecie obok siebie, niby razem…
Wtedy w środku pojawia się uczucie pustki, odrzucenia, osamotnienia. Więc sami odsuwacie się.
I zastanawiacie się czy nie ma jakiegoś lepszego rozwiązania, czy nie staliście się obciążeniem, czy Wasze żony, czy mężowie nie powinni mieć szanse zacząć od nowa… Zwłaszcza że mają już dla kogo…
Ja się wciąż nad tym zastanawiam

…Kiedyś…

Wydawało mi się że tak łatwo być z drugą osobą.
Powinna wiedzieć że jest kochana, powinna rozumieć to o czym myślę, wszystko powinno być takie proste.
Telewizja jest do oglądania, komputer do grania, książka do czytania, praca do zarabiania…
Zupełnie pogubiłem priorytety, zupełnie przegapiłem moment w którym zacząłem psuć.
Nie umiałem być w związku a do tego wtrącanie się osób trzecich – teoretycznie tych które powinny być bliskie i wspomagające…
Wpadliśmy w spirale, byliśmy razem a jednocześnie jakby obok siebie. Pojawiały się jakieś znajomości, jakieś pogaduchy na necie, jakieś zdjęcia, telefony, wyjazdy, osobne wakacje…
Wydawało mi się że tak łatwo być z drugą osobą.
Zawaliłem, słuchałem ale nie rozumiałem – przynajmniej nie wszystko, byłem teoretycznie wierny ale praktycznie nieobecny, zawaliłem. Przecież kocham, przecież wszystko jest takie jasne i wiadome.
Próbuję mozolnie odbudować wszystko, ciężko jest to robić nie mając instrukcji obsługi, próbuję ratować, bez wiedzy czy jest chęć i z drugiej strony. Próbuje sklejać, ale nie wiem gdzie szukać kawałków. Próbuję, czasem jak dziecko rzucając o ziemię to co poskładałem i boje się.
Zacząłem się bać, zacząłem ze strachu udawać że obojętnieję, że nie wiem czy chcę i czego chcę, bałem się przyznać że się boję.
Jestem w pewien sposób okaleczony i zdałem sobie z tego stosunkowo niedawno sprawę. Odkąd pracuje w Fabryce wiem jak ważny jest wzorzec ojca dla syna, wzorzec męża, głowy rodziny. Gdy się dookoła rozglądam nie widzę żadnej całej, pełnej bliskiej mi rodziny. Ja też okaleczałem swoją, będąc swego rodzaju „kaleką”. Powstaje pytanie – Czy „kaleka” może wychować „Zdrowych”?

…Kiedyś…

W szkole średniej wydawało mi się że lektury szkolne są wybierane tendencyjnie… Nie zmieniłem zdania, jednak dzięki nim odnajdywałem rzeczy inne, niemal zapomniane…idealne…

Na księżycu czarnym wiszę
patrząc w gwiazd gasnących ciszę.
W mroku dumnym i bezgłośnym
ze strzaskaną harfą snów
płynę – szukam jej -
nie odnajdę już.

T. Miciński