…Kiedyś…

Wydawało mi się że tak łatwo być z drugą osobą.
Powinna wiedzieć że jest kochana, powinna rozumieć to o czym myślę, wszystko powinno być takie proste.
Telewizja jest do oglądania, komputer do grania, książka do czytania, praca do zarabiania…
Zupełnie pogubiłem priorytety, zupełnie przegapiłem moment w którym zacząłem psuć.
Nie umiałem być w związku a do tego wtrącanie się osób trzecich – teoretycznie tych które powinny być bliskie i wspomagające…
Wpadliśmy w spirale, byliśmy razem a jednocześnie jakby obok siebie. Pojawiały się jakieś znajomości, jakieś pogaduchy na necie, jakieś zdjęcia, telefony, wyjazdy, osobne wakacje…
Wydawało mi się że tak łatwo być z drugą osobą.
Zawaliłem, słuchałem ale nie rozumiałem – przynajmniej nie wszystko, byłem teoretycznie wierny ale praktycznie nieobecny, zawaliłem. Przecież kocham, przecież wszystko jest takie jasne i wiadome.
Próbuję mozolnie odbudować wszystko, ciężko jest to robić nie mając instrukcji obsługi, próbuję ratować, bez wiedzy czy jest chęć i z drugiej strony. Próbuje sklejać, ale nie wiem gdzie szukać kawałków. Próbuję, czasem jak dziecko rzucając o ziemię to co poskładałem i boje się.
Zacząłem się bać, zacząłem ze strachu udawać że obojętnieję, że nie wiem czy chcę i czego chcę, bałem się przyznać że się boję.
Jestem w pewien sposób okaleczony i zdałem sobie z tego stosunkowo niedawno sprawę. Odkąd pracuje w Fabryce wiem jak ważny jest wzorzec ojca dla syna, wzorzec męża, głowy rodziny. Gdy się dookoła rozglądam nie widzę żadnej całej, pełnej bliskiej mi rodziny. Ja też okaleczałem swoją, będąc swego rodzaju „kaleką”. Powstaje pytanie – Czy „kaleka” może wychować „Zdrowych”?

One thought on “…Kiedyś…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>