Teraz…

Jestem winny.
Za późno zdałem sobie z tego sprawę, niestety.
Jestem winny zaniedbań i nie mam usprawiedliwienia. Bo nie może być usprawiedliwieniem fakt że nie chciałem by tak to się rozwinęło.
Niby byłem, niby słuchałem mówiłem że kocham, naprawdę kochałem i kocham. Tylko nie potrafiłem dobrze tego pokazać, uczyłem się. Uczę się, tyle że jest już chyba za późno.
Chowałem się w skorupie bo się zwyczajnie bałem. Zwyczajnie bałem się że coś zrobię nie tak. I ze strachu to robiłem. Wycofywałem się udawałem że nie umiem, że nie wiem co się dzieje. A wiedziałem, wiedziałem że się boję.
Patrzyłem jak w mojej rodzinie rozpadają się małżeństwa, jak umierają uczucia i tak strasznie się bałem, że zacząłem powielać schematy.
Tak bardzo ją kocham i boje się że to nie ma żadnego znaczenia. Boje się że mój strach zabił to co powinno być najpiękniejsze w małżeństwie. Uwielbiam nasze dzieci, chciałbym mieć jeszcze jedno, ale już za późno.
Czemu nikt nie nauczył mnie jak kochać, jak rozmawiać, jak okazać uczucia. Dlaczego nie byłoby nikogo kto by mi to wszystko odkrył i jak miałem samemu się tego nauczyć.
Chciałbym uwolnić się z tego strachu i ujrzeć znów TO w jej oczach, usłyszeć że mnie kocha. Byłbym szczęśliwy.
Uwielbiam patrzeć jak zasypia, jak śpi, chciałbym ją objąć, tak zwyczajnie i przytulić. Zasypiamy obok siebie, nie razem… Dobranoc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>